Nieoczekiwanie, pewnego mroźnego słonecznego dnia znalazłam się w Zamościu. Myśląc o Tykocinie z jego nierozwiązanymi problemami przyglądałam się, jak inni je rozwiązują...
Już na pierwszy rzut oka podczas dwu godzinnego spaceru widać, że miasto myśli globalnie i całościowo zarówno o materialnej formie urbanistycznej jak i o ludziach tu żyjących na codzień. Myśli o zabytkach, o mieszkańcach i myśli o turystach.
W polu widzenia władz Zamościa jest zachowanie jego historycznego kształtu materialnego, z pietyzmem odrestaurowanego, w którym żyje się na poziomie XXI wieku. Historia i dzień dzisiejszy znakomicie tu koegzystują. Nie jest tak, że aby ocieplić zabytkowy dom trzeba coś zeszpecić, zepsuć, prymitywnie zmodernizować.
Zamość znajduje się na liście Dziedzictwa Kultury UNESCO. Z wielkim pietyzmem i staraniem odremontowano rynek oraz otaczające go domy i podwórka. Chwilami to szokuje – niemile są widziane tu gołębie, które mogłyby zniszczyć piękne tynki polichromie.
Z zadbanego miasta korzystają przede wszystkim jego mieszkańcy. Korzystają też turyści. W podcieniach rynku są małe sklepiki, małe większe bary i kawiarenki.
W Tykocinie zimą, w niedzielę po południu turyści biegają między poczta a synagogą pytając, gdzie tu można dostać hod doga albo cokolwiek, gdzie można napić się herbaty. I ścierają się tu ciągle sprzeczne interesy pomiędzy odziedziczoną z przeszłości infrastrukturą a współczesnymi potrzebami mieszkańców. Dzień dzisiejszy to betonowe płoty, saiding, asfalt i różne nieprofesjonalne pomysły szpecące najpiękniejsze zakątki miasta. I sprzeczne – pozornie - interesy pomiędzy „zielonymi” a obrońcami historii i zabytków. Komuś może jest to na rękę, żeby skłócić wszystkich ze wszystkimi. Ktoś, komu bardzo zależy, aby Tykocin nie stał się Zamościem. Chociaż „bycie Zamościem” Tykocinowi ze wszelkich możliwych względów szczególnie przysługuje, spełnia wszelkie ku temu warunki, aby zostać wpisany na listę światowego Dziedzictwa Kultury i Natury. Aby „pod Czarnieckim” zimą była wielka ślizgawka dla tykocińskich dzieci.
Dla przyjeżdżających do Tykocina - szokiem jest marazm i smutek naszego miasta. Nie słychać nigdzie gwaru dzieci, młodzieży, która znudzona siedzi w po domach przed telewizorami i komputerami. Tykocin był niegdyś – i mógłby być nadal królestwem sportów zimowych. W Zamościu widać, że miasto szczególnie dba o swoich najmłodszych obywateli. Na środku zabytkowego rynku, pod ratuszem cały dzień ogromne lodowisko rozbrzmiewa gwarem i muzyką.
Maria Markiewicz